Powitanie

Archiwum

Historia

Władze

Rekordy

Galeria

Adresy

Trenerzy

O autorze

 


Aleksandra Urbańczyk, Sportowiec Roku w plebiscycie ,Dziennika
Łódzkiego", szukała spokoju, a znalazła się tam, gdzie skierowana była
uwaga całego świata


Ola nurkuje
i jeździ na... wielbłądzie


Czołowa polska pływaczka Aleksandra Urbańczyk po wyczerpujących
przygotowaniach
do grudniowych
mistrzostw Europy
w Wiedniu, zakończonych zdobyciem złota i srebra, oraz udanym starcie
miesiąc temu w berlińskim Pucharze Świata,
ma wreszcie odpoczynek.


Od kilku dni Ola przebywa wraz z trenerem Mariuszem Wędrychowiczem oraz
koleżankami z MKS Trójka - Krystyną Wieczerzak i Leontyną Kraszulą na
zgrupowaniu w egipskim kurorcie Szarm el Szejk, na półwyspie Synaj.
- Planowałem, że w tym okresie Ola powinna mieć trochę aktywnego
wypoczynku, w zupełnie nowym otoczeniu, gdzieś w ciepłym klimacie
- mówił przed odlotem trener Wędrychowicz. - Początkowo chcieliśmy
wyjechać na wyspy Bahama, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na tańszy,
ale oferujący również znakomite warunki Egipt. Zakładałem, że mało
będzie pływania, a więcej ćwiczeń w siłowni i czynnego relaksu.

Lekcja historii

Czwórka z Trójki udała się do Egiptu tydzień temu, a już trzy dni
później na Szarm el Szejk została skierowana uwaga całego świata.
Właśnie tu bowiem wyznaczyli sobie spotkanie premier Izraela Ariel
Szaron i przywódca Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas. Ich historyczne
porozumienie zakończyło trwającą od 2000 roku drugą intifadę,
przerywając - jak wierzy świat - rozlew krwi.
- Zupełnie nie odczuliśmy, że znajdujemy się w miejscu, gdzie zmienia
się historia - powiedział nam trener Wędrychowicz. - Życie turystów w
Szarm el Szejk płynie swoim rytmem, obok wielkich wydarzeń, nawet jeśli
dokonują się nieopodal. Sama świadomość, że jesteśmy w miejscu, gdzie
dzieje się coś bardzo ważnego, oczywiście pobudza wyobraźnię. Dla moich
licealistek to dobra lekcja współczesnej historii.

Trochę Europy w Azji

Szarm el Szejk to bodaj najbardziej znany kurort w azjatyckiej części
Egiptu, leżący między Morzem Czerwonym i biblijną Górą Mojżesza (Jabal
Musa). - Jeśli chodzi o styl, to Szarm el Szejk kojarzy się trochę z
europejskimi miasteczkami nad morzem Śródziemnym - mówi Wędrychowicz. -
Kiedy jednak spacerujemy po krzyżujących się promenadach nad zatoką
Naama, czuć oddech orientu. Klimat miasteczka tworzą liczne kawiarenki
dla palaczy sziszy - fajki wodnej. Zaskoczyło nas, że wiele typowych
knajpek ma... miejsca do leżenia.
Łódzka ekipa zamieszkała w hotelu ,Coral Beach Montazah", gdzie jest
znakomicie wyposażona siłownia. Kiedy łódzki trener pojawił się w
recepcji w towarzystwie trzech urodziwych dziewcząt, miejscowi wzięli go
za... bogacza. Nawet recepcjoniści długo niedowierzali, że to trener i
zawodniczki. Dużo śmiechu było, kiedy tubylcy zaczęli spekulować, że to
pewnie bodyguard i córki amerykańskich milionerów.

Kolacja u beduinów

Po południowych zajęciach jest sporo czasu na atrakcje turystyczne. Już
trzeciego dnia łódzka czwórka ruszyła na pustynię. Nauka dosiadania
wielbłądów poszła naszym pływaczkom gładko i żadna nie spadła z grzbietu
okrętu pustyni, co czasem się zdarza turystom.
Przejażdżka przyniosła wiele wrażeń. - To było coś fantastycznego - mówi
Ola Urbańczyk. - Znaleźliśmy się w świecie baśniowej egzotyki. Przyroda
stworzyła tu surową scenerię, która wręcz budzi lęk. Kiedy odwiedziliśmy
obóz beduinów poczuliśmy się jak prawdziwi wędrowcy, przemierzający
karawaną pustynię. Wrażenie podkreśliły groźnie brzmiące ostrzeżenia,
abyśmy nie wychodzili poza obóz, bo możemy spotkać tam skorpiony i
jadowite węże. Pragnienie ugasiliśmy beduińską herbatą o specyficznym
smaku, trudnym do określenia. Posililiśmy się pieczenią z kozy, a
wszystkich chętnych gospodarze częstowali fajką wodną. Były również
tańce.
Nie trzeba dodawać, że łódzkie pływaczki miały wielkie powodzenie. -
Miejscowi porwali je w tany z takim impetem, że aż się o nie obawiałem
- dodaje żartem trener. - Nastrój był świetny. Wróciliśmy do hotelu
ubawieni i pełni wrażeń.

Ponury typek czai się
pod pomostem

Łódzkie pływaczki sporo czasu spędzają w wodzie, ale tym razem nie jest
to morderczy trening, ale podwodne wypady na bajecznie kolorowe rafy. -
Nurkowanie to znakomity relaks dla pływaków, zaspokajający naturalny dla
ludzi uprawiających tę dyscyplinę sportu głód wody - mówi Wędrychowicz.
- Nie sposób opisać kolory rafy, różnorodność ryb i trudnych do
określenia innych mieszkańców rafy - dodaje Ola Urbańczyk. - Dreszcze
przeszły, kiedy pod pomostem zauważyłam czające się ponadmetrowe stwory
z dużymi zębami - strasznie ponure typki. Na szczęście daleko od nas.

Popływają z delfinami?

Łódzki kwartet miał okazję zanurzyć się w Korzu Czerwonym w pobliżu
Parku Narodowego Ras Mohamed. Znajduje się tu rafa uchodząca za
najpiękniejszą na świecie. Z daleka pokiwały delfinom, co dla
specjalizującej się w pływaniu stylem motylkowym, czyli inaczej...
delfinem Oli było dużym przeżyciem. Niedaleko centrum Szarm el Szejk
znajduje się delfinarium. Może w przyszłym tygodniu łódzkim pływaczkom
uda się popływać z najsympatycznymi mieszkańcami mórz, jak rok temu
Otylii Jędrzejczak na Florydzie?
Park Ras Mohamed jest również atrakcyjny. Jego specyfikę podkreślają
zarośla namorzynowe, duże wrażenie robi również szczelina powstała po
trzęsieniu ziemi, a także słone jezioro.
Życie codzienne wyczynowego sportowca jest pełne wyrzeczeń. W Łodzi Ola,
Krzysia i Leo wstają o godzinie 5, a przed 8, kiedy wiele ich rówieśnic
dopiero przeciera oczy, są już po pierwszym treningu. Po południu mają
drugi i dawka pokonanych kilometrów przekracza 15.
Ale są w karierze sportowej również miłe chwile relaksu, dodające sił i
motywacji do dalszej pracy.
 Marek Kondraciuk