O Oli Urbańczyk

– Mariusz Wędrychowicz

 

OLA JEST BARDZO NIEZWYKŁĄ OSOBĄ.

Perfekcyjnie uczciwa, prawdomówna, bez odrobiny

fałszu czy nieszczerości. Jest też bardzo wymagająca,

nie tylko od siebie.

Można ją porównać do tygrysicy, wrażliwej

i delikatnej, czasem szorstkiej, a czasem ostrej

i agresywnej, zawsze jednak dumnej i niezależnej,

nawet gdy płacze... Trzeba przeczytać „Życie Pi”

żeby zrozumieć nasze wzajemne relacje.

Ola jest niebywale inteligentna, doskonale rozumie,

„czyta” trening. Muszę być zawsze dobrze

przygotowany. Ale nie waham się przyznać, gdy

jest inaczej. W pracy jest partnerem, nie wykonawcą,

pracownikiem. Trening z Olą zawsze jest ciekawym

przeżyciem, wciąż na nowo, nawet po dziewięciu latach. Zwłaszcza teraz. Nie żałuję ani jednej

chwili z tych lat, chociaż bywa czasem ciężko.

Jest też zdyscyplinowana i twarda, mogłaby

być chyba komandosem Navy Seals. Spotykam się

czasem z opinią, że ją „terroryzuję”, ograniczam,

na coś tam nie pozwalam. Bardzo mnie to bawi,

a nawet dowartościowuje. Tak naprawdę niczego

nie mógłbym jej narzucić wbrew jej woli, jest na to

zbyt silna i niezależna. Naprawdę nie pije, nie pali,

nie ”jara” skuna, jak mówi dzisiejsza młodzież.

Chodzi spać o 21.30 – bo chce być mistrzynią, nie

dlatego, że ja tego chcę. Jestem pewien, że mogę

być na przeciwległym biegunie, a ona i tak będzie

taka sama.

Pytacie o wady? Brak, nie występują. Czasem

zdarzają się problemy, bywa że wyrażamy je bardzo

ostro, ale podłożem, fundamentem naszej

współpracy jest wzajemny szacunek i zrozumienie,

więc są to tak naprawdę w swojej istocie nieistotne

drobiazgi. Powiem więc jeszcze trochę o zaletach.

Ola skromna, chociaż pewna swojej wartości,

zarówno jako zawodniczka, jak i młoda kobieta.

Jest wierna i lojalna. Bywają między nami

ciężkie chwile, ale nawet wtedy, a może zwłaszcza

wtedy, mogę z nią pójść w góry na jednej linie.

Niewiele znam osób, którym mogę tak ufać.

Oli nie wahałbym się dać, jeśli trzeba, PIN-y kart

płatniczych, hasła dostępu do kont, czy wypchany

portfel (gdybym miał).

W tej chwili znajdujemy się w specyficznej sytuacji

organizacyjnej. Choć Ola jest mistrzynią Europy

i jedną z najlepszych polskich pływaczek, trenuje

nadal ze mną, a nie z kadrą narodową. Po

spotkaniu z władzami PZP podczas ZMP Sen

w Oświęcimiu (11/12.2005r) przedstawiłem jej

uczciwie możliwości: trenujesz z kadrą, masz

wszystko: zaplecze, zgrupowania w Pretorii, Chinach,

stypendium i inne.

 

Zostajesz u mnie – możesz nie mieć niczego!

Nie było wtedy jeszcze mowy o sponsorze, rzeszach

pomocnych przyjaciół. Ola bez wahania, do

tego z uroczym uśmiechem, powiedziała: „oczywiście,

zostaję”. Mogła zapytać chociaż o to, czy potrafię jej stworzyć właściwe warunki do treningu,

opiekę medyczną, czy zadbać o inne niezbędne

elementy procesu szkoleniowego. Nie pytała o nic

- żadnych warunków, żadnych żądań, żadnych pytań

o przyszłość. Powiedziałem jej wtedy, że postaram

się zapewnić jej komfort pracy najlepszy jaki

się da - uśmiechnęła się tylko. A ja myślę, że dotrzymałem obietnicy. Wokół nas jest mnóstwo

przyjaciół. Zgłosiło się wiele firm, które chciały

sponsorować karierę Oli. Dwa miesiące temu Ola

podpisała ważny kontrakt sponsorski z jedną z najpotężniejszych firm w Europie Środkowej – UNIQA Towarzystwo Ubezpieczeń. Wspaniałe

łódzkie media także zauważają sukcesy

i wspierają nas w trudnych chwilach.

Dzięki pomocy tylu przyjaznych osób nie zauważamy zawiści, która podobno wokół nas też się

czasem zdarza. Myślę, że i w PZP mamy przyjaciół.

Otrzymujemy zaproszenia na ciekawe zawody,

a Oli przyznano stypendium, oznaczające de facto

akceptację naszej indywidualnej drogi. Nie jesteśmy

więc sami. Prawie dwuletnia, ścisła współpraca

z trenerami M. Drozdem i S. Pliszką i wielu innymi

owocuje wspaniałymi wynikami.

Ola jest jak piękna róża – rośnie, bo po prostu

ma taki potencjał. Ja jestem tylko szczęśliwym,

skromnym ogrodnikiem, który zapewnia

jej warunki do właściwego rozwoju. I pilnuję, żeby

ktoś tego wzrostu ze swoich egoistycznych pobudek

nie zakłócił i tego pięknego kwiatu nie

zdeptał, a talentu nie zmarnował. Zazdrośćcie

mi wszyscy, jest czego!