Pływaczka
Trójki Aleksandra Urbańczyk - dwa razy z rzędu Sportowiec Roku regionu
łódzkiego w plebiscycie redakcji "Dzennika Łódzkiego" - przygotowywała
się do mistrzostw świata poza kadrą. Taka była jej wola, a ona jest
najważniejsza.
W dyscyplinach indywidualnych zawodnik może sobie wybrać
trenera, z którym chce pracować i miejsce, w którym czuje się
najlepiej. Ola postanowiła zostać w Łodzi i trenować pod okiem Mariusza
Wędrychowicza, który odkrył jej talent i doprowadził ją do
dotychczasowych sukcesów.
Ta decyzja to jej święte prawo, które trzeba uszanować i wręcz nie
przystoi krytykować. Wola Oli powinna zamknąć wszelkie dyskusje, ale
tak się nie stało.
Niektóre komentarze, płynące również z PZP, brzmiały wręcz
histerycznie, a przez to śmiesznie. To kuriozum, bo w takim tonie nie
wypowiadał się nikt wcześniej, kiedy swoją ścieżkę do Niemiec wybrała
Otylia Jędrzejczak, a w innym kierunku np. Bartosz Kizierowski.
Wydawało się, że związek uszanował wybór łodzianki. Padły
deklaracje życzliwości. W końcu jej chyba jednak zabrakło. Trener Oli
leci do Montrealu na koszt sponsora pływaczki - Uniqi. To jeszcze da
się uargumentować, bo związek przyjął zasadę, że nie finansuje wyjazdów
na MŚ trenerów klubowych.
Zgrzytem jest natomiast odmówienie Wędrychowiczowi
akredytacji, która przecież nic nie kosztuje. Postawiono go w sytuacji
turysty, który będzie kierował trenin-gami Oli zza płotu, a startami z
trybuny, jeśli kupi sobie bilet. To upokorzenie można odebrać nie jako
brak dobrej woli, ale przejaw złej.
Ola leci do Montrealu reprezentować przede wszystkim Polskę, a
nie tylko sponsora, klub i swoją rodzinę. Kiedy zdobywała złoto w
Wiedniu, szczycił się tym również PZP. Warto o tym pamiętać.
Dziennik Łódzki