| Reklama |


PŁYWANIE - MONTREAL: Aleksandra Urbańczyk, Trójka Łódź: - Jadę pobić rekordy
2005-07-20

Łódzka pływaczka - Aleksandra Urbańczyk,
startuje w mistrzostwach świata w pływaniu 18-letnia zawodniczka
ma już na swoim koncie międzynarodowe sukcesy, ale na krótkim basenie.
W grudniu ubiegłego roku zdobyła tytuły mistrzyni (100 m zmiennym) i
wicemistrzyni Europy (200 m zmiennym). Przed nią najważniejsze w
karierze zawody na długim basenie - mistrzostwa świata. W Kanadzie
łodzianka wystąpi w stylu motylkowym - na 50 m (jest rekordzistką
Polski) i na 100 m.Na tym pierwszym dystansie w rankingu światowym ma
10. czas - 26,94 s, na drugim próżno jej szukać wśród 25. najlepszych
rezultatów.
- 50 m Ola jest w stanie popłynąć w granicach 26,30 s, choć tak krótki
dystans to loteria. Nie wiadomo, które miejsce może dać ten wynik.
Liczę jednak na występ w finale. Na 100 m powinna poprawić życiówkę -
uważa jej trener Mariusz Wędrychowicz.
Do Kanady Urbańczyk razem z trenerem wyleciała dopiero wczoraj, kilka
dni później niż pozostali reprezentanci Polski. Doszło bowiem do
konfliktu między Wędrychowiczem a Polskim Związkiem Pływackim. Na
początku stycznia ustalono, że Urbańczyk będzie przygotowywać się ze
swoim szkoleniowcem poza kadrą, a na zawody będą jeździć na koszt
związku. Przed MŚ okazało się, że dla Wędrychowicza zabrakło miejsca w
samolocie i akredytacji na zawody.
- Umowa była taka, że na zawody, na które Ola się zakwalifikuje,
jesteśmy razem powoływani. Niestety, stało się inaczej. Na szczęście
przelot opłacił sponsor, ale najgorsze jest to, że nie ma dla mnie
związkowej akredytacji. Trener kadry Paweł Słomiński, a jednocześnie
wiceprezes ds. szkoleniowych, czyli swój własny wiceprezes doskonale
wie, co to oznacza dla Oli. Będzie musiała trenować sama - martwi się
Wędrychowicz. - Wziąłem na siebie olbrzymią odpowiedzialność, bo Ola
trenuje poza kadrą. Każdym niepowodzeniem, startem poniżej oczekiwań
będę obarczany ja.
Najpierw przetarcie, potem finał
Andrzej Klemba: Już w niedzielę wystartujesz w największej imprezie podczas Twojej kariery.
Aleksandra Urbańczyk: Do mistrzostw świata w Montrealu przygotowywałam
się przez cztery tygodnie w Ostrowcu. To był bardzo pracowity miesiąc,
bo składał się wyłącznie z treningów i odpoczynku. Miałam tylko dwa
wolne dni. Niestety, w trakcie przygotowań doznałam kontuzji stawu
stokowego i przez jakiś czas musiałam oszczędzać nogi. Teraz właściwie
nie czuję urazu.
W Montrealu będziesz ścigać się na dwóch dystansach - koronnym 50 m
stylem motylkowym i dwa razy dłuższym. Jakie są Twoje oczekiwania?
- Najpierw będę płynęła na 100 m i to ma być przetarcie. Do czołówki
światowej jeszcze mi trochę brakuje, ale w planach jest pobicie rekordu
życiowego. Skupiam się na wyścigu na 50 m. Podczas treningów regularnie
schodzę poniżej 28 sekund. W rankingu światowym jest przede mną
dziewięć zawodniczek, ale wszystkie w Kanadzie nie wystartują. Liczę,
że wywalczę start w finale. To na razie szczyt moich możliwości. Na 50
m celem też jest poprawienie rekordu życiowego, a zarazem rekordu
Polski.
Nie żałujesz, że zabraknie Cię w wyścigu na 200 m stylem zmiennym,
na którym zdobyłaś tytuł wicemistrzyni Europy na krótkim basenie?
- Nie, bo wtedy przygotowania musiałyby być inne. W Ostrowcu
pracowaliśmy tylko nad szybkością, a przypadku 200 m zmiennym trzeba by
też pomyśleć o wytrzymałości. Wolałam skupić się na 50 m i 100 m
delfinem.
Mało brakowało, a Twój trener musiałby zostać w Łodzi. Jak wpływał na Ciebie konflikt z Polskim Związkiem Pływackim.
- To raczej jest poza mną, choć nie wyobrażam sobie, by zabrakło
trenera na mistrzostwach. On poświęcił się, by tylko mnie trenować. Nie
jeżdżę na przygotowania z kadrą, ale ćwiczę wyłącznie pod jego okiem.
Znamy się długo i sobie ufamy. Niestety w Montrealu będę musiała
ćwiczyć sama, bo trener jedzie jako zwykły widz. Ważne jednak, że
dzięki pomocy sponsora będzie przynajmniej na trybunach.
ak 19-07-2005, GW
| Reklama |