Powitanie Archiwum Osiągnięcia Zawodnicy Rekordy
Galeria Adresy Przyjaciele O autorze

 

Pierwszy test Otylii

Rozmawiała Karolina Kowalska 24-03-2006, ostatnia aktualizacja 23-03-2006 21:44
 
 
- Odkąd wróciła do pływania, nie mierzyłem jej czasu - mówi Paweł Słomiński, trener Otylii Jędrzejczak. Jutro najlepsza polska pływaczka zmierzy się z rywalkami po przerwie spowodowanej wypadkiem
Karolina Kowalska: Czego się Pan spodziewa po tym starcie?

Paweł Słomiński, trener reprezentacji Polski: Chcę sprawdzić, w jakiej Otylia jest formie, jaki może uzyskać wynik. Start w Ostrowcu był moim pomysłem. Otylia nie była tym zachwycona, nie czuła się jeszcze gotowa. Przekonałem ją, mówiąc, że biorę na siebie pełną odpowiedzialność za wynik, niezależnie od tego, czy będzie beznadziejny, czy świetny. Instynktownie czuję, że ten start jest nam obojgu potrzebny - jej jako zawodniczce i mnie, trenerowi, który musi wiedzieć, na jakim jest poziomie.

Nie mierzy jej Pan czasu na treningach?

- Nie. Po pierwsze dlatego, że Otylia nigdy nie pokazała pełni możliwości w treningu - mobilizuje się dopiero na zawodach. Po drugie, odkąd wróciła do pływania po wypadku, nie robiłem startów testowych. Nie chciałem jej stresować, wywierać jakiejkolwiek presji. Na pewno jest słabsza niż rok temu i daleko jej do mistrzowskiej formy. Lekarze powiedzieli mi jednak, że wszystko jest w porządku i Otylia jest już zdolna do wysiłku. Owszem, na treningach mówi czasem, że boli ją kręgosłup, ale podejrzewam, że z tym bólem będzie jeszcze żyła długo.

W grudniu Otylia wskoczyła do basenu i zaczęła oswajać się z wodą. Na początku to było brodzenie, forma fizykoterapii. Kiedy dołączyła do kadry?

- Odbyło się to tak płynnie, że nie zauważyłem nawet momentu, kiedy przestała się kąpać gdzieś z boku i zaczęła pływać z innymi. Wydaje mi się, że stało się to podczas zgrupowania w RPA. Na początku robiła w wodzie, co chciała. Miała się rozpływać, tak jak każdy zawodnik wracający po długiej przerwie. Lekarze zabraniali jej pływać żabką i motylkiem ze względu na to, że w tych stylach pracują biodra. Pływała kraulem i na plecach. Później, kiedy lekarze stwierdzili, że wszystko jest OK, rozpisałem jej specjalny, lekki trening, inny niż reszcie grupy. Stopniowo dołączałem do niego elementy, które zadawałem innym - najpierw tym słabszym, potem - najlepszym. W pewnym momencie zaczęła wykonywać zadania treningowe, pływać jak reszta drużyny. Oczywiście ma indywidualny tok treningu. Zadania te same co Paulina Barzycka czy Paweł Korzeniowski wykonuje wolniej, z mniejszą intensywnością. Niczego jej nie narzucam, jak kiedyś. Nie stawiam zadań maksymalnych. Teraz to Otylia decyduje o tym, czy stać ją na większy wysiłek. Do momentu, kiedy nie sprawdzę jej możliwości, niczego nie wymagam.

Ale oczekuje Pan wyniku na poziomie krajowej czołówki?

- Czekam na rozwój wydarzeń. Sobotni start jest wielką niewiadomą. Otylia może popłynąć słabo, może popłynąć na poziomie światowym. Zgłosiliśmy ją do pięciu startów, ale to pierwszy - na 200 motylkiem - zdecyduje, czy Otylia będzie ścigać się dalej. Jeśli jej nie wyjdzie i będzie zniechęcona, poprzestaniemy na tym. Niczego nie jestem w stanie przewidzieć. Nie wiem, w jakiej formie Otylia będzie w lipcu, podczas mistrzostw świata w Budapeszcie - czy w ogóle wejdzie do finału, czy też na przykład zbliży się do własnego rekordu świata.

W jakiej jest formie psychicznej?

- Funkcjonuje normalnie, nie chodzi już do psychologów. Jedyny, z jakim się spotyka, to psycholog sportowa, dostępna również dla reszty kadry. Nie ma też oporów przed występami publicznymi, chociaż robi to znacznie rzadziej niż kiedyś. Jeśli ktoś ją zachęci w szczególny sposób lub kiedy ona darzy go nadzwyczajną sympatią, to jedzie. Była w szpitalu u dzieci chorych na raka. Jeżeli stresuje się sobotnim startem, to nie ze względu na spotkanie z dziennikarzami, ale ze względów ambicjonalnych. Nie lubi przegrywać.